i i

Wyjątki z rozmowy Teresy Torańskiej z Władysławem Frasyniukiem.

...I nagle dochodzą nas słuchy, że Episkopat na prośbę Kiszczaka będzie próbował namówić 13 działaczy opozycji więzionych na Rakowieckiej w Warszawie, by zgodzili się na wyjazd z Polski. Dla jasności - nie mam za to do Kościoła pretensji. Z ich perspektywy "Solidarność" nie miała żadnych szans na zwycięstwo.

Próbowali was ratować.

- Mieli dobre intencje i nie wierzyli w upadek komuny. Plan był taki, że trzynastkę sprowadzi się do świetlicy więziennej i podejmie z nimi rozmowy. Ludzie zaczną się zastanawiać, dyskutować, łamać i w końcu zagrożeni latami więzienia się złamią. I "dobrowolnie" wyjdą, a nas - w ramach akcji humanitarnej - wyrzuci się z Polski. Klawisz w Barczewie mi szepnął, że Grecja była gotowa nas przyjąć. I wiesz, co się stało? Michnik odmówił wyjścia z celi na rozmowy. I napisał Kiszczakowi, że wyrzucić się z Polski nie da.

Ten list też przejdzie do historii. Zacytuję jeden akapit:

"Niech ten mój gest odmowy będzie maleńką cegiełką budującą honor i godność w tym, co dzień unieszczęśliwianym przez was kraju. Niech będzie policzkiem dla was, handlarzy cudzą wolnością!"

- Gdyby nie on, inaczej potoczyłaby się nasza historia. Są takie momenty zwrotne.

I byłoby tak, że "Solidarność" po naszym wyjeździe by umarła, a PRL by trwał (Śmiech).

I Macierewicz nie miałby okazji krzyczeć, że w "Solidarności" zagnieździli się agenci i Okrągły Stół zrobili zdrajcy wspólnie z KGB. I może zrealizowałby swój pomysł, bo miał taki, by utworzyć żółte, czyli katolickie związki zawodowe pod patronatem Kościoła.

A bracia Kaczyńscy?

- Lech dorobiłby się prawdopodobnie profesury na Uniwersytecie Gdańskim, a Jarek (śmiech) wykombinowałby, że nasza banicja to kolejny spisek Michnika i Kuronia przeciwko niemu i w swoim domu na Żoliborzu mruczałby pod nosem: na pohybel komunie.

Pamiętasz, ilu nas było?

10 milionów

- (Śmiech)

Mało,wiem.

......

- Pokazówkę chcieli mi urządzić. Żeby pan, panie Władku, sam się przekonał, jakie bohaterstwo jest w narodzie.

... Wchodzę do poczekalni, jest sporo ludzi i widzę popłoch w ich oczach. Rozglądam się, jest wolne miejsce, siadam. Dwóch ludzi obok natychmiast podnosi się i spływa. Rozumiesz? Nie mam kajdanków, jestem zwykłym pasażerem i ludzie nawet siedzieć w pobliżu mnie się boją a komandosi znakomicie się bawią. No widzi pan, panie Władku...Wchodzę do lotniskowego autobusu, za mną komandosi, ludzie się odsuwają. Podjeżdżamy do samolotu, jeden z komandosów mówi mi: pan poczeka. Wchodzę jako ostatni. I dalej taki obrazek. Przy drzwiach pilota już stoją, dwóch. Sprawdzam na bileciku miejsce, siadam. Obok mnie jest dziewczynka, ze cztery lata, zagaduję do niej, rodzice jak sparaliżowani siedzą w rzędzie z przodu. Widzę blady strach w ich oczach - Jezus Maria, jak będą strzelać do Frasyniuka, zastrzelą dziecko! Chcę, żebyś dobrze mnie zrozumiała, ja do nikogo oczywiście nie mam z tego powodu pretensji, chce tylko przypomnieć, jak potwornie przestraszone było społeczeństwo.

Wylądowaliśmy we Wrocławiu. Wysiadłem pierwszy. Czułem się jak trędowaty. I wiesz, co pomyślałem? Po raz pierwszy. Że to jakiś paradoks, ale ci ludzie uważają, iż ja im szkodzę.

Więc skończymy uprawiać megalomanię, że cały naród bohatersko walczył z komuną. I przestańmy wmawiać młodzieży, że wolność zawdzięczają tym, co się teraz pokazują bez przerwy w telewizorze. Powiem brutalnie "Solidarności" nie było w Gorzowie, Radomiu czy w Tarnowie. Nawet nie mogło być. W mniejszych ośrodkach milicja ją tam w miesiąc likwidowała. Podziemna "Solidarność" była mocna tylko w czterech regionach: w Gdańsku, Wrocławiu, Warszawie i w Nowej Hucie, bo już nie w Krakowie .....



Gazeta Wyborcza 4 czerwca 2009.