|
Testament Jacka Kuronia.
Nawet wymęczony dializami, przykuty kroplówką do szpitalnego łóżka uczestniczył w życiu publicznym,
przypominał o pryncypiach i wartościach, zabierał głos w sprawach, które uważał za ważne.
Zaczynał swoją polityczną karierę jako młodzieżowy działacz komunistyczny, aktywista PZPR i wychowawca
harcerski. Rozliczył się z tym okresem swego życia w pięknej autobiografii "Wiara i wina. Do i od
komunizmuD.
Jeszcze jako komunista w 1964r. wraz z Karolem Modzelewskim napisał "List otwarty do partii" (wyrok:
trzy lata).
Niedługo po wyjściu z więzienia włączył się w działania, które zaowocowały marcowym buntem studentów
(wyrok: trzy i pół roku).
Po wydarzeniach w Ursusie i Radomiu współtworzył Komitet Obrony Robotników, po strajkach sierpniowych
został doradcą "Solidarności" ( internowany, aresztowany, razem: dwa i pół roku więzienia).
Buntownik a jednocześnie człowiek negocjacji i kompromisu, był gorącym zwolennikiem i uczestnikiem
rozmów Okrągłego Stołu.
W wolnej Polsce był liderem Unii Demokratycznej, później Unii Wolności, ministrem prac, posłem,
przewodniczącym komisji mniejszości narodowych, kandydatem na prezydenta. Swoją pracę traktował jako
misję i powołanie.
Pamiętam kiedyś, w 1992 może 1993 roku, Jacek zadzwonił do mnie w środku nocy. Zajęczałam, że mnie
zbudził, że ledwo, co zasnęłam, a on, że mam natychmiast przyjechać do niego do ministerstwa.
Zwlokłam się z łóżka i pojechałam. Dowiedziałam się, że mam siąść i zredagować od ręki kilkanaście
stron propozycji porozumienia ze strajkującymi górnikami.
* Jacek, rano muszę być w pracy, ty chyba serca nie masz- mówię.
* Wiesz, jak ja się czuję? Jak stary, złachany koń kawaleryjski, który z trudem się podniósł na nogi,
bo usłyszał trąbkę.
A Jacek na to:- Dopóty człowiek żyje, dopóki słyszy głos trąbki.
On słyszał głos trąbki do ostatnich chwil życia.
Ostatnie jego lata naznaczyło cierpienie, przy czym dużo bardziej niż stanem swego zdrowia zadręczał
się tym, że wymarzona przez niego wolna Polska nie daje wszystkim równych szans, nie dba należycie o
mniej zaradnych, słabszych, wykluczonych, a jemu już nie starcza sił, by walczyć o ich interesy.
Kiedy poczuł, że jego życie dobiega kresu, zwołał pospolite ruszenie przyjaciół z Polski i z zagranicy
, by przedstawić im swój nagrany dla telewizji "Testament". Mówił tam, że nigdy nie należy się godzić
na zastany świat, że wciąż na nowo trzeba próbować go naprawiać. I apelował do rządzących Polską, by
w budżecie znalazły się pieniądze na powszechny dostęp do edukacji i przyjazny stosunek do wszystkich
"innych".
Przesłaniem dla przyszłych pokoleń są również jego dwie ostatnie książki: "Działanie" i
"Rzeczpospolita dla moich wnuków". Pisał je gorączkowo, w obawie, że nie zdąży, w poczuciu winy, że
nie zrobił tyle ile chciał i powinien, dla ochrony ludzi przed skutkami rynkowymi reform.
Wtedy nie miały wielkiego odzewu. Czytane dziś, w dobie światowego kryzysu, zdumiewają swoją
przenikliwością.
Ale też Jacek przez całe swoje życie był zwykle krok do przodu przed innymi. Jakby więcej widział,
więcej rozumiał, więcej przeczuwał. I na tym między innymi polegała jego wielkość.
- Joanna Szczęsna, "GW" 17.06.2009".
|