i i

Kto Walczył z PRL-em

Rzadko się zdarza, by dzieło naukowe liczące prawie tysiąc stron budziło tak szeroki publiczny oddźwięk i emocjonalne debaty w wysoko nakładowej prasie i programach telewizyjnych. W tym przypadku jednak chodzi o portret zbiorowy środowiska, które odegrało wielką rolę w kontestacji PRL-u oraz tworzeniu III RP i do dziś jest jedną ze stron w najważniejszych sporach politycznych i ideowych.
Jednak książka Andrzeja Friszkiego jest czymś więcej niż tylko rekonstrukcją pierwszego etapu opozycyjnych działań Jacka Kuronia, Karola Modzelewskiego i - jak nazywała ich władza - „komandosów” z Uniwersytetu Warszawskiego: ludzi, którzy doprowadzili do studenckiego buntu w marcu 1968r. Jest ważnym głosem w debacie, jak interpretować Polskę Ludową, a zwłaszcza tzw. małą stabilizację za rządów Gomułki: jakie nurty rodzącej się wówczas opozycji uznać za najistotniejsze, jak oceniać motywacje ludzi, którzy występowali przeciw komunistycznej dyktaturze, utożsamiając się zarazem z marksistowska lewicą.

Opór powszechny?

Krytycy książki podnosili, że Friszke wyolbrzymia znaczenie środowiska, które ze względu na swą lewicowość i komunistyczne korzenie było izolowaną wysepką na tle ogromnej większości społeczeństwa, rozumującego w zupełnie innych kategoriach, swoja obecność wobec systemu wyrażającego poprzez identyfikację z Kościołem katolickim. Piotr Semka ubolewał, że autor nie napisał, „jakie znaczenie miały obchody milenijne” i jak burzliwą formę zamieszek ulicznych przyjęły uroczystości warszawskie w czerwcu 1966 roku.” (Święty Jacek z kolegami”, „Rzeczpospolita”, 20-21 marca 2010).
Jest prawdą, że między początkiem lat 60. a Marcem'68 największe niepokoje społeczne wywołane były przez antykościelne posunięcia władz: próby usuwania krzyża i blokowanie budowy świątyni w Nowej Hucie, likwidację seminariów duchownych i prowadzonych przez Kościół szkół czy wreszcie frontalną konfrontację z Episkopatem w czasie obchodów milenijnych. Zamieszki te nie doprowadziły jednak do wykształcenia żadnego opozycyjnego programu politycznego czy powstania niezależnych środowisk, były raczej formą żywiołowej samoobrony. Friszke rzeczywiście poświęca tym postawom mało-zapewne zbyt mało-miejsca.
Zarazem jednak taka właśnie optyka pozwala dostrzec coś ważnego, co nie mieści się w rozpowszechnionych dziś czarno-białych interpretacjach Polski po 1944r. , według których peerelowski system przez cały czas świadomie odrzucała przeważająca większość społeczeństwa. Ten schemat ma jeszcze pewien sens w odniesieniu do lat 40, gdy komuniści zdobywali władzę przy użyciu brutalnego terroru, czy dla epoki „Solidarności” i lat 80. ,kiedy sprzeciw - a choćby niechęć - wobec systemu przybrał masową skalę. Epoka „małej stabilizacji” była jednak inna i książka świetnie to pokazuje.
Kuroń i Modzelewski, a później nieco młodsi od nich „komandosi” byli w swym konsekwentnym sprzeciwie nieliczną grupą, która mogła liczyć na wsparcie jedynie części profesury i literatów, garstki adwokatów. Istotniejsze, bo mniej dziś oczywiste, jest jednak cos innego. Lewicowy światopogląd i marksistowski język Kuronia, Modzelewskiego i większości „komandosów” nie skazywały ich na społeczną izolację. W tych kategoriach myślała znaczna cześć elit intelektualnych krytycznie nastawionych wobec gomułkoskiej rzeczywistości, po październiku'56 domagająca się rozszerzenia demokratyzacji a z czasem broniąca już tylko resztek swobód wywalczonych w czasie tamtego przełomu. W tych właśnie środowiskach, nazwanych przez Gomułkę „rewizjonistami”, główną siłę, która mogłaby wymusić demokratyczną ewolucję systemu, widziały i paryska „Kultura”, i Radio Wolna Europa, i waszyngtoński Departament Stanu, uważając, że ten lewicowy język buntu może najmocniej podważyć prawomocność komunistycznej władzy.

Kościół, lewica, dialog

Szerokie rzesze Polaków z pewnością nie podzielały marksistowskiej argumentacji Listu Otwartego do partii Kuronia i Modzelewskiego, ale też nie patrzyły na ówczesny PRL jako na państwo jednoznacznie obce, formę sowieckiej okupacji, o czym dziś usiłuje przekazać nas silny nurt prawicowej publicystyki. Ciekawe z tego punktu widzenia jest porównanie horyzontu programowego ruchów masowych w 1956r. i u schyłku epoki gomułkowskiej. W tym pierwszym przypadku - i w czerwcu 1956r. w Poznaniu, i w skali całego kraju jesienią - silne były hasła narodowe i niepodległościowe, a zwłaszcza antysowieckie, domaganie się usunięcia z Polski Armii Czerwonej a nawet odzyskania Wilna i Lwowa. Jest wiele dowodów, że w skali masowej PRL był wówczas postrzegany jako system narzucony z zewnątrz.
Kilkanaście lat później taka retoryka prawie nie występuje mimo całego dramatyzmu tamtych wydarzeń. Domagano się poszanowania swobód obywatelskich (w 1968r.), wycofania decyzji o podwyżkach cen czy zgody na rzeczywisty samorząd robotniczy (w 1970r), często wyrażając to- jak w przypadku postulatów studenckich- w języku lewicowym. Antysystemowy i niepodległościowy wymiar buntu był wyraźnie słabszy, co było wynikiem ogromnych zmian wprowadzonych w Październiku'56 i częściowej akceptacji peerelowskiego systemu przez znaczną (zapewne większą) część społeczeństwa. Wynikało to oczywiście w dużej mierze z poczucia jego bezalternatywności, ale też z fundamentalnej poprawy w stosunku do stalinizmu i przekonania, że po 1956r. można w wielu dziedzinach realizować indywidualne aspiracje, a nawet działać na rzecz kraju.
Książka Friszkiego przypomina tamtą skomplikowaną rzeczywistość, ale nie jest to głosem na rzecz rehabilitacji PRL-u, co zarzucił autorowi Bronisław Widstein („Czytajcie Kuronia”, „Rz”,10-11 kwietnia 2010). Raczej sprzeciwem wobec patrzenia na historię przez ideologiczne okulary, opowiadania o PRL-u w konsekwencji czytanek dla pierwszoklasistów.
W książce fascynujący jest tez obraz ideowej ewolucji opisywanego środowiska, początkowo dalece nieufnego wobec Kościoła katolickiego czy nielewicowych nurtów narodowej tradycji.
Po wyjściu Kuronia i Modzelewskiego z więzienia ich młodsi o kilka lat koledzy poddają list Otwarty krytyce ze względu na przywiązywanie przez jego autorów zbyt małej wagi do kwestii pluralizmu politycznego i demokracji parlamentarnej. „Komandosi” na zebraniach na UW publicznie domagają się prawdy o katyniu, pakcie Ribbentrop-Mołotów, Gułagu, co w tamtym czasie było absolutnie wyjątkowe.
Jeszcze wcześniej mają miejsce ich pierwsze kontakty z ludźmi ze środowiska Klubu Inteligencji Katolickiej. Było to przekraczanie silnych jeszcze wówczas barier, co jest pierwszą zapowiedzią późniejszej o kilkanaście lat książki Adama Michnika „Kościół, lewica, dialog”. Młodzi marksiści występują w obronie polskiej tradycji romantycznej, protestując przeciw zdjęciu z afisza „Dziadów”, a zarazem zderzają się z moczarowską falą, która wykorzystuje w ramach walki o władzę retorykę narodową, sięga po część ideowego repertuaru endeckiej prawicy wraz z antysemityzmem, głównym narzędziem do piętnowania przeciwników w 1968r. Książka Friszkiego pozwala zrozumieć źródła sprzeciwu środowiska „komandosów” wobec tej tradycji, tak wyraźnie widocznego również dziś na łamach „Gazety Wyborczej”.

Profesor Paweł Machcewicz.

(Gazeta wyborcza 19-20 czerwca 2010r)