Jacek Kuroń
Get Adobe Flash player














Stowarzyszenie Gai i Jacka Kuroniów
ul. Mazowiecka 12
00 - 048 Warszawa

mail: stowarzyszenie (at) kuron.pl

Wrzask i agresja – strona 7

Skoro tak, to również emocjonalny odbiór naszych ówczesnych decyzji trzeba odczytywać używając tych historycznych kostiumów. Więc wyobraźmy sobie, że w Generalnej Guberni od dawna nie ma już wojny,nie ma Oświęcimia, hitleryzm dawno ostygł, nazizm odwołano. Generalnym gubernatorem nie jest już Frank, ale powiedzmy Frankowski, za którym stoi zaplecze wciąż potężnych, pogodzonych ze światem hitlerowskich Niemiec. Ale w podziemiu wciąż działa polska Armia Krajowa dowodzona przez bardzo już starego Grota-Roweckiego. Pewnego dnia Frank -Frankowski mówi do Roweckiego: „Panie generale, po co się mamy zabijać? No, dajmy sobie spokój. Zbierzmy się na Wawelu, siądźmy przy Okrągłym Stole, zastanówmy się, jak będziemy wspólnie wychodzili w stronę demokracji i niepodległości”.
Załóżmy, że Grot-Rowecki, jako człowiek rozsądny, przyjąłby taką ofertę. Przecież ta cała wspaniała młodzież AK-owska poczułaby się doszczętnie zdradzona. Ja to wiem na pewno. Bo opowiadali mi moi przyjaciele powstańcy warszawscy, oficerowie AK, jak fatalnie przyjęli to, że składając kapitulację powstania warszawskiego Bór-Komorowski podał von dem Bachowi rękę, przeszedł z nim przed frontem kompanii honorowej, i razem odjechali odkrytym samochodem. Powstańcy byli szczętnie oburzeni. Ich oburzenie rozumiem i nawet podzielam ze względu na niemieckie zbrodnie w walczącej Warszawie, ze względu na Oświęcim, Palmiry, getto, aleję Szucha.
Trudniej mi jest zrozumieć oburzenie moich kolegów z podziemia na Okrągły Stół. Ale emocjonalne tło jest właśnie takie samo. Etos został załamany. Etos wojny na śmierć i życie. Etos przyjaciela i wroga. Etos świata ostro podzielonego na „my i oni”, w którym „my” mamy unicestwić „onych”. Etos świata, w którym unicestwienie wroga lub śmierć jest jedynym rozstrzygnięciem trwającego sporu. Po prostu w czas pokoju przenieśliśmy logikę wojny, którą narzucały historyczne kostiumy. A co jes2 gorsze, bardzo wielu z nas przeniosło ten etos do czasów demokracji.
Kiedy dziś mówimy o polityce „walka”, kiedy mówimy „tamci” „oni”, „wy”, to operujemy rekwizytami sporu, w którym jedna strona musi unicestwić drugą. A przecież – na miłość boską – mówimy o podziałach często przecinających Polskę na połowę. Co to ma znaczyć? Jak jedna połowa – na przykład ta dziś antykomunistyczna, związana z Kościołem, tradycjonalistyczna – ma unicestwić drugą? Albo jak ci lepiej oceniający PRL, bardziej liberalni, często antyklerykalni Polacy mieliby unicestwić swoich politycznych przeciwników? Przecież to niemożliwe. Nikt w Polsce poważnie nie myśli o fizycznej likwidacji połowy społeczeństwa. A jeżeli współpraca jest niemożliwa i likwidacja jednej ze stron także, to znaczy, że zamiast budować ład demokratyczny, dobrobyt, przyszłość kraju, jesteśmy skazani na zużywanie energii w nieustającej wojnie miedzy nami. „Komuch” i „solidaruch” zamiast na przykład połączyć swoje siły i założyć jedną silną firmę, będą się nawzajem zwalczali, a tymczasem polski rynek o
panują potężne firmy z Niemiec, Francji, Włoch, gdzie ludzie wolą kooperować niż zwalczać się do końca. Dla „komucha” „solidaruch” jest tak obcy, jak to tylko możliwe. Jak w hinduskich kastach, gdzie hańbi nawet dotknięcie obcego.
Dlaczego oskarżenie Oleksego o to, że jest szpiegiem, natychmiast podzieliło Polskę na pewnych, że to prawda, i pewnych, że to prowokacja Wałęsy? Pomimo że sprawa była mętna i po dzień dzisiejszy jest mętna, a nie rozjaśnia jej nawet wydanie Białej księgi! Dlaczego jedni go tak szybko i jednoznacznie skazali, a drudzy uniewinnili? Właśnie dlatego, że w Polsce toczy się święta wojna. W tej wojnie – kulturowej, obyczajowej, wojnie o przeszłość bardziej niż o przyszłość – obie strony potrzebują uzasadnienia dla swojej nienawiści. Te uzasadnienia gasną, w miarę jak oddala się przeszłość. A dzięki sprawie Oleksego mogły wybuchnąć na nowo. Dla jednych „bo znieważają naszego cudownego Józka, przewodniczącego naszego chcą podstępnie zniszczyć”. Dla drugich, bo „rządzi partia szpiegów. Byli na pasku Moskwy i na nim zostali. Za konserwy i kawę sprzedają naszą Polskę”.
Pojawiło się zatem nowe, doskonałe uzasadnienie polskiej świętej wojny. To ma być kulturowe usprawiedliwienie pogardy i wrogości. Teraz można mówić, że obcość ma nie polityczny, nie pragmatyczny, racjonalny, ale kulturowy charakter – tak jak między skinami i punkami. Nie ma punktów stycznych. Nie ma wspólnej sprawy. Nie mamy żadnego interesu, który byśmy mogli jakoś wspólnie załatwić. A jak ktoś próbuje coś ponad podziałem załatwić, to przez Polskę idzie pomruk, że dzieje się wielka hańba.
Kto z dawnej opozycji zagłosuje w Sejmie razem z SLD-owcami, na tego spada odium: głosował z „komuchami”. Kto z SLD-owców głosuje razem z nami, na tego spada zarzut, że przeszedł do „ciemnogrodu” albo że się wysługuje „solidaruchom”. Zaraz pada oskarżenie o braki w lewicowości, o kabotyństwo, o odcinanie się od swoich peerelowskich korzeni. To wszystko są objawy obcości kulturowej, emocjonalnego apartheidu, kastowej mentalności. Tak jest – żyjemy w społeczeństwie kastowym, w którym „komuch” ma popierać „komucha” i „solidaruch”-,solidarucha”. Wedle tego kastowego prawa ode mnie się oczekuje, żebym poparł głupiego „solidarucha” przeciwko mądremu „komuchowi”, a od Kwaśniewskiego, żeby popierał głupiego „komucha” przeciwko mądremu „solidaruchowi”. I nie jest istotne, kto w jakimś sporze ma rację, kto wygra na argumenty, kto może się lepiej ogółowi przysłużyć. Ważna jest etykieta, jakieś stare dzieje, osobiste wybory sprzed lat 10, 20, 30
Ten ideologiczno-historyczny podział – podobnie jak podział kryteriów etnicznych, wyznaniowych, podział na władzę i resztę – zakrywa istniejące w Polsce rzeczywiste podziały. Przede wszystkim zasadniczy podział na tych, którzy jakoś znaleźli się w nowym porządku, i na tych, którzy się nie znaleźli, nie rozumieją go i nie akceptują – nieraz mają jakąś prace, ale raczej marną, gorszą niż poprzednio i nie rozumieją, co się w Polsce dzieje, na czym ten nowy system polega. Te dwie grupy dzieli prawdziwa kulturowa obcość, o której dalej będziemy obszernie mówili. Ci drudzy uważają pierwszych za kosmopolitów, paniczyków, złodziei- jak się dorobił, to kradł. Ci pierwsi mają drugich za durniów, ciemniaków, pijaczków.
Ale generalnie rzecz biorąc, wśród jednych i drugich bardzo wielu ma poczucie, że ktoś im ukradł Polskę. Więc idzie przez Polskę ten straszliwy wrzask: „Złodzieje! Złodzieje! Złodzieje!” Przez ten wrzask masowo ślepną i głuchną. A ślepi i głusi nie są w stanie ani racjonalnie myśleć, ani trafnie wybierać, ani nawet cieszyć się z własnego sukcesu, bo go nie mogą zobaczyć ani o nim usłyszeć. Dlatego trzeba aż do skutku szukać odpowiedzi na nasze zasadnicze pytanie: kto ukradł Polskę?
Czy ktoś naprawdę ukradł?
A jeśli tak, to kto i co ukradł?
A może myśmy tej Polski naprawdę nie mieli?

(„Siedmiolatka czyli kto ukradł Polskę”)

Jesteś na stronie 7

Idź do strony
1|2|3|4|5|6|7

wstecz